Praca z klientem nie zawsze jest łatwa i przyjemna, komputer lubi się zawieszać, a nie ukrywajmy, że czasem następuje też stan zwany brakiem weny twórczej. Zastanawialiście się kiedyś co znosi psychika grafika? Pół żartem, pół serio, dziś właśnie o tym.

Na fejsie jest nawet taka stronka – Brief – co znosi psychika grafika. Poniekąd stąd się wziął pomysł na wpis. Choć o ciemniejszej stronie mojej pracy, chciałam już napisać od dłuższego czasu. Tam po prostu przeglądam sobie obrazki i rozmówki, czasem sobie myśląc: jakie to jest prawdziwe.

GUST GRAFIKA VS KLIENTA 

Czyli odwieczna, niekończąca się wojna. Z jednej strony bardzo sobie cenię sugestie oraz oczekiwania klienta. Super jak określi się na przykład co do kolorystyki lub ulubionego stylu logotypu. Z drugiej strony istnieje też coś takiego jak zmysł estetyczny i po prostu są pewne zasady projektowania, których wypadało by się trzymać. Staram się zwykle łączyć te dwie rzeczy, tak aby obie strony były zadowolone z projektu. Jednak po konsultacjach i wprowadzeniu kilku poprawek, wychodzi różnie. Na całe szczęście, jeszcze nikt nie zażyczył sobie u mnie zmienienia czcionki na Comic Sans 😉

TO ZA PROJEKT TRZEBA PŁACIĆ?

A kojarzycie taką stronę Grafik płakał jak projektował? Idealny przykład ludzi, którzy w żadnym wypadku nie zapłacą za wykonanie „gupiego” baneru, bo to tylko dwa kliknięcia w programie, a przecież siostrzeniec wujka Staśka zrobi to lepiej.. i za darmo!

Kwestia finansowa w tej branży to zawsze ciężki orzech do zgryzienia. W fotografii jest ta sama śpiewka. Powiem Wam jedno, trzeba zacząć się cenić, inaczej Was zjedzą.

Z ŻYCIA WZIĘTE 

Klienci są naprawdę różni. Jedni akceptują wszystkie projekty jak leci, inni doszukają się każdego źle wstawionego przecinka. Czasami po przeczytaniu sugestii odnośnie projektu, zastanawiasz się co autor miał na myśli. Niektórzy jeszcze myślą, że skoro masz te swoje wszystkie programy graficzne to przecież możesz wszystko, a tu niestety ze zdjęć jakości kosiarki na metrowym banerze cudów nie będzie.

DZIEŃ BEZ PHOTOSHOPA, DNIEM STRACONYM

Śmieszki, śmieszkami ale to prawda. W pracy wiadomo, z programów graficznych korzystam cały czas. A po pracy, w sumie przydało by się trochę odpocząć od tego. Ale trzeba by przygotować coś do szkoły, coś na bloga – hej fotoszopie kochany, co ja bez Ciebie pocznę? A jeśli chodzi o porządek w plikach na komputerze to staram się, naprawdę!

CZASAMI PO PROSTU MASZ DOŚĆ

Bo bywa i tak, że nie ma weny. Ale czas goni i trzeba coś wymyślić. Są też mniej ciekawe zadania, jak wycinanie obiektów z tła czy zdjęcia produktowe olei silnikowych. Wiecie jaka jak brzmi największa wrzuta, którą może powiedzieć grafik grafikowi? Obyś musiał szparować koperek! A to nie śmieszne, ostatnio musiałam pietruszkę. . .

DEADLINE IS COMING

Tak po prostu jest i to się nie zmieni. Jak jest względny spokój, to znaczy tylko, że już niebawem będzie sto tysięcy rzeczy do zrobienia na JUŻ!

A KIEDY ZBLIŻA SIĘ DEADLINE…

… komputery lubią być wredne 😉 

Tym optymistycznym gifem kończę wpis. Tak naprawdę cieszę się, że mogę robić to co lubię, cały czas się uczę i rozwijam. Ale wiecie, czasem po prostu człowiek też by tym wszystkim rzucił, tak chociaż na tydzień. Nie no dobra, wiem że czekacie na kolejny tutorial z Photoshopa 😉 

A jak chcecie przeczytać i pooglądać więcej perełek to wpadajcie na GPJP Brief 😉