Wspominałam Wam wcześniej, że w tym roku po raz pierwszy zaplanowaliśmy razem z Dawidem wyjazd do Poznania na Pyrkon, czyli Festiwal Fantastyki. Miejsce będące rajem, dla takich nerdów jak my. Od festiwalu minął już ponad tydzień, więc to najwyższy czas na małą relację.

Cała impreza była zaplanowana na 28-30 kwietnia. Wyjechaliśmy 28-ego w piątek, wczesnym rankiem. Pogoda nie rozpieszczała, bo okropnie lało. Ale dojechać trzeba, do Poznania mamy jednak te ponad 300 km. Koniec, końców dotarliśmy! Około 17 byliśmy już na Międzynarodowych Targach Poznańskich.

Piątek był dla nas dniem ogarnięcia co, gdzie i jak. Targi są ogromne, więc pierwsze pytanie jakie się człowiekowi nasuwa to – gdzie tu się podziać?! Wymieniliśmy jednak pierw nasze bilety na identyfikatory, załapaliśmy się nawet na pyrkonowe kostki. Ah, no i dostaliśmy kilkunasto stronicowe plany przebiegu całej imprezy.

Niektórzy z Was moje wdzianko przygotowane specjalnie na Pyrkon, pewnie kojarzą z tego wpisu. Przechodziłam w nim całą sobotę, najgorzej było już pod wieczór. Kiedy nogi naprawdę zaczynały odmawiać posłuszeństwa. Ale warto było! 😉 

Zapewne jednak to co Was najbardziej interesuje to przebieg całego festiwalu. Powiem tak, działo się bardzo dużo. Pyrkon zrzesza fanów wszelkich filmów, seriali, komiksów począwszy od mangi, przez fantasy, sc-fiction po post-apokalipsę. Więc każdy znajdzie coś dla siebie.

Jednym z moich ulubionych miejsc, była hala wystawców. Ogromne miejsce przepełnione stoiskami z przeróżnymi cudami. Od koszulek, kubków, książek, gier po przepiękne rzeczy handmade. Było tego tak dużo, że dopiero w ostatni dzień zdecydowałam się, żeby kupić parę rzeczy. A przechodziliśmy między stoiskami dobre kilka razy.

Była hala gier elektronicznych i hala gier bez prądu, gdzie każdy mógł coś sobie wypożyczyć, spokojnie usiąść i pograć ze znajomymi. Był blok literacki gdzie odbywały się różne wykłady, prelekcje oraz spotkania z gośćmi i pisarzami. Wszędzie działo się coś ciekawego.

Z pewnością jedną z większych atrakcji byli cosplayerzy. Każdy chętnie godził się na fotkę, a niektóre stroje robiły na mnie naprawdę ogromne wrażenie. Chylę też czoła za chodzenie w takim cosplay’u przez cały dzień. Co ja Wam zresztą więcej pisać, obejrzyjcie sami resztę zdjęć!

Tak jak wcześniej wspomniałam, nie wróciłam do domu z pustymi rękami. Kupiliśmy sobie parę drobnostek, często na stoiskach można było kupić losy. Właśnie tak Dawid wylosował dla mnie uroczy rysunek z Pokemonami (ah, człowiek to całe życie jest dzieckiem!)

Oboje Pyrkon wspominamy bardzo pozytywnie. Myślimy już o przyszłym roku i być może o przygotowaniu jakiegoś cosplay’u? Chciałabym też mieć jeden dodatkowy dzień na zwiedzenie Poznania. Pomimo tych 3 dni, nie zobaczyliśmy zbyt wiele. Szkoda też, że nie spotkałam się z żadnym z moich blogowych znajomych. A może ktoś tu zagląda, kto jednak był na Pyrkonie?
__________________________________________________________________________________________________

PS. Oficjalnie proszę o wybaczenie mojej dosyć długiej nieobecności. Jednak nie próżnowałam (prócz tracenia nerwów na problemy techniczne). Nowy adres, nowy wygląd, kilka zmian już wprowadzonych, a jeszcze parę pewnie wprowadzę gdzieś na dniach. To jeszcze zostaje mi zapytać, jak Wam się podoba?

Pora nadrobić te moje zaległości, więc chyba przydałoby się, żeby dobra trwała 48h 😉