W mojej szafie zawsze będzie dominowała czerń. Zapomnij, że ubiorę sukienkę w kwiatki i buty na obcasie. W glanach i trampach będę pomykać sobie do końca życia. Powiedziała kiedyś 13 latka, topiąc się w o trzy rozmiary za dużej koszulce Ironów. Tak, zgadłeś/aś. To byłam ja.

Opowiem Wam dziś historię o sobie samej.

Z opowieści mojego taty wynika, że ja będąc 3-letnim brządcem, z uśmiechem na twarzy tańcowałam sobie przy utworze Slayera South of Heaven. Taka muzyka, w moim domu była obecna od samego początku, więc szybko podłapałam jakieś kawałki Metalliki czy Ironów. W wieku 6-lat byłam wielką fanką zespołu Bon Jovi, zwanego przeze mnie wówczas bondżeri. Później na Eurowizji pojawił się zespół Lordi, wyśpiewując Hard Rock Hallelujah i totalnie skradł moje serce.

W szkole byłam zwykłą, niczym nie wyróżniającą się, szarą myszką. Nie należałam do klasowej elity, nie lubiłam wypowiadać się na forum. Co więcej, łatwo było mnie do wszystkiego przekonać. Nie potrafiłam bronić swojego zdania ani walczyć o swoje. Mimo wszystko, jako dziecko byłam kreatywna. Jednak nieśmiałość i otoczenie robiło swoje. Wiecie, niektórzy ludzie potrafią skutecznie uprzykrzyć życie.

Zaczynając wyglądać inaczej niż wszyscy, możecie się domyślić, że przeskrobałam sobie jeszcze bardziej. Pierwsze glany, czarne ciuchy, setki agrafek w spodniach i buty popisane markerem w nazwy kapel. Na dodatek śmiechy i chichy za plecami, dziwne spojrzenia ludzi wokół.

Muzyka metalowa pozwoliła mi się wewnętrznie wykrzyczeć. Pozwoliła mi przenieść się na chwilę do innego świata. Choć trochę to banalnie brzmi, tak właśnie było. Jednak musiało minąć jeszcze trochę czasu, za nim zaczęłam pokazywać pazurki i wyrażać swoje zdanie.

Może była to pewnego rodzaju forma buntu. Buntu przed otoczeniem. Nie czułam się akceptowana. Wyobraźcie sobie, młodą dziewczynę, nie ukrywajmy… z małym nadmiarem kilogramów. Zębów to ja też pięknych nie miałam, oj nie. Ktoś mnie kiedyś nawet nazwał córką Ronaldinho. Cóż. Bałam się tego co powiedzą inni, bałam się wyrazić swoje zdanie i powiedzieć NIE. Jednak nagle zaczynam wyglądem, wyłaniać się z tłumu, wychodzę na ulicę, a opinia ludzi jednym uchem wpada, a drugim wypada.
Oczywiście, miałam swój tzw. okres buntu. Nie chciałam ubierać się inaczej, mimo że czasem wypadało. Gdy już trzeba było iść na nieszczęsną dyskotekę, na wycieczce szkolnej, potrafiłam iść z słuchawkami w uszach, siadając gdzieś w kącie. Wiecie, takie trochę podejście: Nikt mi nie będzie mówił jak mam żyć!

Słuchając tej muzyki, mogłam wyrzucić z siebie wszystko, co mnie wkurza. Wszystkie złości, żale czy smutki. Dobry koncert, był dla mnie chwilowym oderwaniem się od codzienności, mimo że rano budziłam się z okropnym bólem karku. Swego czasu słuchałam takich kapel, że nawet mój tata wymiękał. Oczywiście klasykami były okrzyki Ave Szatan! za plecami, bądź pytania czy zjadłam już kota. Nie, nigdy nie jadłam. Jak wiecie bądź nie, mam jednego w domu i ma się całkiem dobrze.

Mimo, że często sama siebie wyśmiewam jaka to byłam mroczna i buntownicza, z drugiej strony cieszę się, że byłam inna. Minęło sporo czasu. Sama czuję, że zyskałam dużo więcej pewności siebie. Potrafię zawalczyć o swoje i wyrazić swoje zdanie.

Kończę niedługo 22 lata. Fakt, koszulki z kapelami w większości posprzedawałam, a moje glany wegetują gdzieś na dnie szafy. Lubię wyglądać ładnie i kobieco. Jednak nadal w głębi duszy jestem tą metalową, zbuntowaną dziewuchą. Pisząc dla Was, słucham sobie w tle ostrych, gitarowych riffów. A właściwie, to kto by się spodziewał wchodząc na mojego bloga i patrząc na moje zdjęcie.

Na koniec zacytuję Wam, przetłumaczony fragment jednej piosenki:

Nigdy nie dbałem o to, co oni robią.
Nigdy nie dbałem o to, co oni wiedzą.
Ale ja wiem…

Kto wie, co to za utwór? 🙂